Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Więcej informacji Zgadzam się

aktualności

Pogawędki o eksponatach
2020-12-13



Pogawędki o eksponatach


W okresie międzywojennym, wśród licznej grupy służących i „kobiet do wszystkiego” osobną jej część stanowiły praczki. Usługi swoje wykonywały albo u siebie w domu, albo w ustalonym dniu w domach zleceniodawców. Pranie trwało zwykle cały dzień. Ta ciężka robota wymagała siły i sprawności fizycznej.


Pranie ręczne


Jeszcze w latach 50. XX wieku pranie było jedną z bardziej absorbujących czynności, wykonywanych w każdym domu. Z uwagi na zakres robót zaangażowana była w nie cała rodzina. Pracą typowo męską było noszenie wiader z wodą, którą czerpano ze studni lub z ulicznych zdrojów (pompek). Kobiety prały, zaś dzieci pomagały przy lżejszych zajęciach.


Pranie rozpoczynało się w przeddzień od tzw. zamaczania. Poselekcjonowane sztuki (bielizna pościelowa, osobista, odzież itp.,) sortowano na białe i kolory, a te bardziej zabrudzone moczono w balii drewnianej, wypełnionej wodą z mydłem lub proszkiem.


Samo pranie rozkładano na kilka etapów. Zaczynano je od grzania wody w dużych naczyniach, ustawianych na płycie kuchni węglowej. Każdą praną sztukę namydlano mydłem w kostkach Biały jeleń i z całą siłą tarto na tarze. Najpierw były one blaszane, później szklane.


Prano wszystko dwukrotnie. Pierwsze i drugie pranie dzielił czas przeznaczony na wygotowanie bielizny, głównie białej. Do gotowania służył duży kocioł, z którego bieliznę wyciągano przy pomocy drewnianego, specjalnego kijka.


Wyprane sztuki płukano i sortowano. Stosownie do potrzeb farbkowano, używając do tego celu ultramaryny kupowanej w sklepie oraz krochmalono krochmalem, zrobionym z mąki ziemniaczanej. Pranie wieszano na sznurach na powietrzu lub, gdy pogoda nie sprzyjała w suszarniach i na strychu. Wysuszona na powietrzu bielizna pachniała zupełnie inaczej, niż ta wisząca w pomieszczeniach.


Z czasem ciężkie drewniane balie zastąpiono lżejszymi, metalowymi wannami. Wyżymaczki na korbkę wyeliminowały ręczne wykręcanie.


Prawdziwą rewolucją było pojawienie się w domach pralki „Frani”, dzięki której pranie stało się lżejsze i łatwiejsze.


Nowoczesne pralki automatyczne z wieloma funkcjami sprawiły, że tradycyjne ręczne pranie odeszło do lamusa. Stało się odległym wspomnieniem.


Zabawa w ręczne pranie, organizowana dziś w niektórych muzeach w ramach działań edukacyjnych cieszy się, szczególnie wśród najmłodszych, ogromną popularnością. Świadczą o tym fotografie z prania, które w czasie tegorocznych wakacji miało miejsce na naszym dziedzińcu zamkowym.


Na fotografiach od lewej:

Bolesław Grabski Praczka, 1982 r.

Antoni Kamiński Kobieta piorąca, 1981 r.





Partnerzy Muzeum w Łęczycy

homeaktualnościo muzeumdla zwiedzającychimprezyoferta muzeumsponsorzygaleriaENGLISHDeklaracja dostępnościdotacje/zamówienia publicznemapa serwisu
copyright © 2017 | wykonanie serwisu IRN Multimedia