Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Więcej informacji Zgadzam się

aktualności

Pogawędki o eksponatach
2021-02-13



Pogawędki o eksponatach


Dobiega końca, dosyć krótki w tym roku, karnawał (zapusty). Jego zwieńczeniem są ostatki, czyli trzy wieczory wspólnej zabawy, wypełnionej swawolą i żartami. Może więc zdarzyć się, że zawitają do nas


Przebierańcy


Ostatkowe maskarady mają w naszym mieście długą tradycję, sięgającą końca XIX w. Bezrobotni zimą murarze łęczyccy, organizowali wtedy okolicznościowe widowiska, grając w nich główne role. Na początku inscenizacje odwoływały się do tradycji bożonarodzeniowych wędrówek herodów z szopką. Z czasem tematyka tych przedstawień stawała się coraz bardziej świecka, zaś do murarzy dołączali rzemieślnicy, przedstawiciele inteligencji, młodzież oraz biedota miejska. Łęczycanie nazywali ich potocznie przebierańcami1.


Maskarady przebierańców istniały w tradycji naszego miasta jeszcze w l. 70. XX w. Starsi łęczycanie z pewnością pamiętają barwne korowody, przybywające z różnych stron miasta na plac T. Kościuszki.


Utrwalonym zwyczajem było spontaniczne organizowanie się przebierańców w grupy, w skład których wchodzili mieszkańcy jednej kamienicy, kilku domów lub konkretnej ulicy. Przebierano się w to, co kto miał i jak kto chciał. Im bardziej abstrakcyjne były elementy przebrania, tym większe wrażenie wywoływał efekt końcowy. Dużą wagę przywiązywano do rekwizytów. Stosowano też mocny, wręcz karykaturalnie przerysowany makijaż. Zabiegano, by w grupie znajdowała się osoba grająca na instrumencie muzycznym. Najczęściej był nim akordeon. Pozostałym wystarczały garnki, pokrywki i drewniane pałki, tworzące oryginalną sekcję rytmiczną.


Z muzyką, głośnymi śpiewami i żartami, zaczepiając przypadkowe osoby przebierańcy kierowali się w stronę Rynku. Tu wszyscy spacerowali zgodnie wokół placu, wielokrotnie powtarzając trasę przemarszu. Każda z obecnych grupa starała się wyróżnić z tłumu i zwrócić na siebie uwagę


Parady przebierańców przyciągały mieszkańców Łęczycy, którzy tłumnie gromadzili się na Rynku. Z ciekawością obserwowano kolorowy, krzykliwy tłum. Komentowano kostiumy, próbowano odgadnąć tożsamość poszczególnych osób. Niektórzy widzowie wciągani byli w zabawę, uczestniczyli w żartach, wdawali się w słowne zaczepki. Nie brakowało też wspólnych śpiewów i ulicznych tańców.


Przebierańcy spotykali się w centrum miasta w ciągu trzech ostatkowych wieczorów, przy czym ten ostatni był zwykle najhuczniejszy i gromadził też najliczniejszą widownię.


Parady maskaradowe na Rynku łęczyckim zanikały stopniowo, tak jak i stopniowo ubywała liczba obserwujących je mieszkańców miasta. Wśród powodów końca tej charakterystycznej dla Łęczycy tradycji był m.in. fakt, że pod przebierańców zaczęły podszywać się osoby nie mające z nimi nic wspólnego. Swoimi chuligańskimi wybrykami wypaczały pierwotną ideę wesołej, integracyjnej zabawy, co w rezultacie przyczyniło się do jej finalizacji.


Warto dodać, że aktywność spontanicznie tworzonych przebranych grup dziecięcych, które także obecne były na Rynku, ograniczała się jednak do najbliższej okolicy. Dzieciaki chodziły od domu do domu, od mieszkania do mieszkania. Po wejściu intonowały następującą śpiewkę:


Przyszliśmy tu na ostatki

nie mam ojca ani matki

nich się pani ulituje

i nas pączkiem poczęstuje.


Obdarowane słodkościami lub drobnymi monetami, dziękowały i pukały do kolejnych drzwi.


Ostatkowy zwyczaj przebierania się popularny był w wielu regionach naszego kraju. Jednakże w to Łęczycy, przez wiele lat, charakterystycznymi pozostawały spontanicznie organizowane, żywiołowe parady przebierańców, mające miejsce na miejscowym Rynku. Wzbudzały tak duże zainteresowanie mieszkańców, że traktowane jak impreza cykliczna, wpisywały się w kalendarz kulturalno - rozrywkowych wydarzeń Łęczycy. Może warto zastanowić się nad reaktywacją tej specyficznej, wpisanej w pejzaż naszego miasta - tradycji?


Niestety, nie dysponujemy stosownymi fotografiami. Z konieczności więc tekst ilustrujemy rzeźbami:


Paweł Flakiewicz Przebierańcy, 1987r.

Józef Stańczyk Ostatki, 1989 r.


Zwracamy się równocześnie do wszystkich prośbą o przejrzenie rodzinnych albumów i archiwów. Może wśród starych zdjęć znajdą się takie, które przedstawiają łęczyckich przebierańców. Prosimy o informacje.


1 A. Kurasiński, Łęczyckie maskarady zapustowe, Ziemia Łęczycka 1959, nr 2, s. 6




Partnerzy Muzeum w Łęczycy

homeaktualnościo muzeumdla zwiedzającychimprezyoferta muzeumsponsorzygaleriaENGLISHDeklaracja dostępnościdotacje/zamówienia publicznemapa serwisu
copyright © 2017 | wykonanie serwisu IRN Multimedia